28.11.2012

Jak, czym i gdzie, czyli o zdjęciach na blogu

Dzisiaj mam dla Was wpis na życzenie kilku osób o tym jakiego sprzętu używam do robienia zdjęć, gdzie je robię, jak przerabiam, jakich programów do tego używam. Często dostaję od Was miłe słowa na temat moich zdjęć, za co serdecznie Wam dziękuję! Nic tak nie motywuje do pracy jak pochwały innych. Nie wiem czy wpis w czymś Wam pomoże, może jedynie zaspokoi ciekawość. 

Fotografią interesuję się od dawna, wszystkiego uczę się sama metodą prób i błędów. Możecie zresztą zauważyć, że jakość zdjęć od początku blogowania uległa polepszeniu. Wstyd się przyznać, ale kiedyś korzystałam prawie wyłącznie z automatycznych ustawień aparatu i nie wykorzystywałam do końca jego możliwości. Teraz robię zdjęcia na ręcznych ustawieniach, dostosowując je do pory dnia, warunków panujących na zewnątrz. Aparat robi je dość ciemne, muszę podkręcać jasność, często też kontrast. 


Od początku blogowania zdjęcia robię aparatem Sony HX1. Nie jest to lustrzanka, ale póki co taki aparat w zupełności mi wystarcza. 

Do robienia zdjęć kosmetyków używam białego brystolu, który kupiłam w sklepie papierniczym za około 2 zł. Niestety w większości przypadków tło nie wychodzi tak białe jakbym chciała i muszę je dodatkowo rozjaśniać w Photoshopie (moja wersja to 7.0 CE) Korzystam wtedy z opcji Rozjaśnienie (O), później wszelkie poprawki robię za pomocą białego koloru Pędzla (B). Mi osobiście zdjęcia na białym tle podobają się najbardziej, lubię ten porządek, czystość. Brystol kładę w najbardziej oświetlonym miejscu w pokoju. Zdjęcia niewielkich kosmetyków robię też na parapecie na białej kartce papieru. 


Czasami poprawiam kontrast, choć w tym celu częściej korzystam z innego programu Dynamic Photo HDR, który pozwala mi wydobyć szczegóły i pomaga jeszcze bardziej wyostrzyć zdjęcie. 


Pomocne będą również programy online, które mają całkiem spore możliwości Pixlr i PicMonkey. Sama czasem korzystam z opcji rozmycia czy zmiany koloru. Tam też możecie wyostrzyć zdjęcia, podsycić kolor, czy dodać efekty świetlne. Możecie również łączyć zdjęcia tworząc kolaże. 

Wiadomo, że aparat i program do obróbki to nie wszystko. Ważne, jak nie najważniejsze są umiejętności fotografującego. Zawsze zależy mi na najlepszych zdjęciach, dlatego robię ich dużo, z czego wybieram te, które są najwyraźniejsze i które podobają mi się najbardziej. Próbujcie robić zdjęcia na różnych ustawieniach, w różnych miejscach, korzystajcie z tutoriali, na pewno w końcu dojdziecie do perfekcji. 

Na zakończenie pokażę Wam moją standardową obróbkę zdjęć krok po kroku. 

Krok 1. Otwieram zdjęcie w PS, które chcę przerobić (Plik - Otwórz)


Krok 2. Następnie zajmuje się rozjaśnieniem tła. Jak widzicie tu wyszło ciemne, szare. Tło możemy rozjaśnić na kilka sposobów. Jednym z nich jest użycie funkcji Rozjaśnienia (O), lub sposobu którego użyję dzisiaj. W tym celu musimy powielić istniejącą już warstwę ze zdjęciem (Warstwa - Nowa - Warstwa przez kopiowanie lub na skróty CTRL + J). Następnie klikamy Obrazek - Dopasuj - Jasność / Kontrast i rozjaśniamy maksymalnie Nasze zdjęcie. Następnie wybieramy funkcję Gumka (E) i usuwamy rozjaśnienie z butelki tak, aby rozjaśnione było tylko tło, a reszta pozostała bez zmian.  Następnie łączymy warstwy (Warstwa - Złącz widoczne). Wszelkie poprawki tła możemy zrobić za pomocą wspominanej już funkcji Rozjaśniania (O) lub białego pędzla (B). Tło mamy już rozjaśnione, możemy zapisać Nasze zdjęcie.  

Krok 3. Kolejnym krokiem, który wykonuję choć nie zawsze jest użycie programu Dynamic Photo HDR w celu lepszego wydobycia szczegółów, wyostrzenia, nadania żywszych kolorów. Nie mam tutaj standardowej procedury, korzystam z różnych funkcji. Pokażę Wam mniej więcej z których korzystam (File - Create New HDRI - Add Images - wybieram zdjęcie i klikam OK). Następnie zmniejszam wartość Dynamic Light Strenght na np. 0,05. Czasami dodatkowo rozjaśniam zdjęcie (Brightness) i zwiększam nasycenie kolorów (Vivid Colors) i zapisuję gotowe zdjęcie (Process & Save). Wszystkie te rzeczy możemy podrasować w PS, nie musimy posiadać dodatkowego programu. 

Jak widzicie nie jest to raczej nic odkrywczego ani skomplikowanego. Obróbka zdjęć zajmuje mi zaledwie kilka minut, ich zrobienie niewiele więcej. Wszystkie programy możecie pobrać w wersjach testowych. 

Na ostatnich zdjęciach rosyjski lotion przeciw wypadaniu o którym lada dzień poczytacie na blogu. 

Mam nadzieję, że zaspokoiłam Waszą ciekawość, a może nawet udało się pomóc. 

Pozdrawiam!

27.11.2012

Lumpeksowe łupy

Dzisiaj dosyć skromne zakupy, bo i dostawa niezbyt ciekawa. Spódnice znalazła dla mnie koleżanka, za co jeszcze raz dziękuję. Leżą idealnie, każda kosztowała zaledwie 5 zł, są z H&M i Atmosphere. Znowu znalazłam kilka fajnych torebek, ale tym razem zdrowy rozsądek wygrał i nie wzięłam żadnej do domu. Oprócz wizyty w ulubionym sh zaszłam jeszcze do dwóch innych lumpeksów, niestety nic nie wpadło mi w oko. 

  
Pozdrawiam! 

26.11.2012

- 40 % na kolorówkę, czyli moje zakupy w drogerii Rossmann

Po kilku dniach nieobecności przychodzę do Was z kolorowymi zakupami. Pewnie jak większość z Was skorzystałam z trwającej jeszcze promocji - 40 % na produkty do makijażu w drogerii Rossmann. Pokus było o wiele więcej, bo i taka okazja nie zdarza się często, jednak postanowiłam ograniczyć się do kilku produktów, które już wcześniej chciałam kupić. Takim sposobem do koszyka wrzuciłam 6 rzeczy za łączną kwotę 34,34 zł. Kilka z nich miałam okazję już testować jak błyszczyk i kredkę Miss Sporty, a inne są dla mnie nowością. 


1. Pomadka Wibo Eliksir 5,19 zł  x 2 
2. Błyszczyk Miss Sporty Hollywood 6,59 zł
3. Tusz Lovely 5,39 zł 
4. Kredka Miss Sporty 5,39 zł 
5. Korektor Miss Sporty 6,59 zł 

Nawilżające pomadki Wibo Eliksir kupiłam w dwóch kolorach 08 i 04 (na zdjęciach od lewej). Oba już testowałam, zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Pomadki ładnie wyglądają na ustach, nie podkreślają suchych skórek, dają przyzwoite krycie i faktycznie są nawilżające. Jedyne zastrzeżenia mam do opakowania, jest dosyć tandetne. Trwałość też nie powala na kolana, ale do stosowania na co dzień sprawdzą się fajnie. 



Kolejnym zakupem jest transparentny błyszczyk Miss Sporty Hollywood, który kupuję regularnie od kilku lat. Lubię go za gęstą konsystencję, dzięki czemu dłużej pozostaje na ustach. Używam go na pomadkę, zdecydowanie rzadziej solo. 


Tusz Lovely Spectacular Me ma swoich zwolenników i przeciwników. Ja chyba dołączę do pierwszej grupy. Użyłam go dwukrotnie i całkiem spodobał mi się efekt jaki daje. Fajnie rozdziela rzęsy i wydłuża.


Kredkę Miss Sporty w odcieniu 018, czyli brązie kupuję regularnie. Z łatwością malują nią kreskę na dolnej powiece. Jest trwała, nie znika w ciągu dnia. Nie podrażnia oczu. Dla mnie bardzo dobra i przede wszystkim tania. 


Nowością jest dla mnie korektor Miss Sporty w najjaśniejszym kolorze, czyli 001 Light. Kupiłam go z myślą o stosowaniu pod oczy i w tej roli spisuje się bardzo dobrze. Używam go na podkład, cienie pod oczami są przykryte. Na większe niespodzianki może okazać się za słaby, ale od tego mam niezawodny Dermacol. Przyjemny korektor w dosyć jasnym, żółtym odcieniu. Dla osób, które potrzebują większego krycia raczej będzie niewystarczający. 



Byłyście już w Rossmannie? Jeśli nie, to promocja trwa jeszcze do 28 listopada, spieszcie się, bo kosmetyki znikają w trybie błyskawicznym. 

Pozdrawiam!

20.11.2012

Second hand

Dzisiaj po raz kolejny wybrałam się na dostawę do lumpeksu. Pokażę Wam co udało się upolować. Jestem bardzo zadowolona, zwłaszcza z sukienki Jane Norman, którą znalazłam tuż po otwarciu, w dodatku w moim rozmiarze 34. Świetna gatunkowo, ciepła. Długo szukałam czegoś podobnego i w końcu się udało. Jak widzicie już stworzyłam z nią zestaw. Za to w tunice Atmosphere spodobały mi się pagony. 

Sukienka Jane Norman 20 zł 



Tunika Atmosphere 8 zł 



Pozdrawiam!

16.11.2012

Planeta Organica odżywczy balsam Aleppo, czyli kolejny rosyjski zachwyt

Dziś chciałabym podzielić się z Wami moim najnowszym odkryciem pielęgnacyjnym, który niemal od pierwszego użycia podbił moje serce. Mowa o odżywczym balsamie do włosów Aleppo, który zamówiłam na stronie sklepu Bioarp. Balsam na tyle mi się spodobał, że już planuję wypróbować inne produkty Planeta Organica. Początkowo uwiódł mnie piękną szatą graficzną, zapachem, a jak się później okazało do tych zalet można dopisać również efekty w postaci gładkich, prostych, lśniących, nawilżonych włosów. Z pewnością posiadaczki wysoko i średnio porowatych włosów z tendencją do puszenia będą zadowolone z tego produktu. Po jego zastosowaniu zdecydowanie mniej się puszą, są bardziej zdyscyplinowane, mocno wygładzone aż po same końce. Minusem jest to, że balsam może obciążać włosy. Jeśli jesteście ciekawego jego innych właściwości zapraszam do recenzji. 


Obietnice producenta                                                                                                                    

Balsam z Aleppo ma długą historię a recepty przygotowania mieszkańcy Syrii przekazują z pokolenia na pokolenie. Tworząc ten balsam trzymaliśmy się starej recepty, w której tak jak przed wiekami zastosowaliśmy organiczną oliwę z oliwek, organiczny olej z liści laurowych i ekstrakt sudańskiej róży.

Zawiera certyfikowane organiczne składniki
Nie zawiera GMO i parabenów. 

Sposób użycia: nanosimy balsam na mokre włosy, rozprowadzamy równomiernie na całej długości i pozostawiamy na 3-5 minut, następnie spłukujemy wodą.  




Dostępność i Cena                                                                                                                          

Balsam możemy zamówić na stronie sklepu Bioarp. Cena to 16.50 zł / 280 ml. 

Skład                                                                                                                                                  

Aqua with infusions of Organic Olea Europaea (Olive) Fruit Oil (organiczna oliwa z oliwek), Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (ekstrakt sudańskiej róży), Organic Laurus Nobilis Oil (organiczny olej z liści laurowych), Thymus Vulgaris (Thyme) Leaf Extract (tymianek), Nigella Sativa Seed Extract (kminek), Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil (olej z pestek winogron), Cetearyl Alcohol (emolient), Glycerin (gliceryna), Behentrimonium Chloride (konserwant), Cetrimonium Chloride (konserwant), Quaternium-87 (antystyk), Hydroxyethylcellulose (zagęstnik), Cetrimonium Bromide (konserwant), Benzyl Alcohol (składnik kompozycji zapachowych), Sorbic Acid (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Citric Acid (sekwestrant), Parfum (zapach).

Moja opinia                                                                                                                                      

Balsam jest fenomenalny niemal pod każdym względem. Wszelkie odstające krótsze włosy są momentalnie wygładzone, niweluje puszenie. Minimalnie obciąża włosy, co mi akurat nie przeszkadza, ale dla niektórych może być to minus. Opakowanie to podłużna buteleczka z wygodną pompką o pojemności 280 ml. Bardzo podoba mi się szata graficzna, nieco orientalna. Konsystencja odpowiednia, nie za gęsta, ani nie za rzadka. Pompka dozuje dosyć małą ilość balsamu, na moje włosy potrzebuję ich 3-4. Zapach jest moim zdaniem cudowny. Pachnie orientalnie, kojarzy mi się z kadzidłami. Najbardziej wyczuwalny jest na mokrych włosach, później nieco się ulatnia, ale nadal go czuję. Z działania jestem bardzo zadowolona, balsam mnie oczarował już po pierwszym użyciu. Zadziwia mnie jak dobrze wygładza włosy. Po jego użyciu są lśniące, odżywione, dociążone i wyraźnie nawilżona aż po same końce. Widać ogromną różnicę po jego zastosowaniu. Ja jestem zachwycona, z pewnością wypróbuję również inne kosmetyki Planeta Organica. 

Plusy:
- bardzo dobrze wygładza, niweluje puszenie
- wygodne opakowanie z pompką 
- piękny, orientalny, kadzidlany zapach
- bardzo ładna szata graficzna 
- odpowiednia konsystencja
- znacznie ułatwia rozczesywanie
- włosy po użyciu są lśniące, odżywione, nawilżone
- stosunkowo niska cena jak za taką jakość 

Minusy:
- może obciążać włosy  

Ocena: 5/5

Próbowałyście produktów Planeta Organica? Jeśli nie, to gorąco Wam je polecam!

Pozdrawiam!

14.11.2012

Kolorowi ulubieńcy ostatnich miesięcy

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi ulubieńcami w kwestii makijażu, którzy byli przeze mnie najczęściej używani w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Dawno nie robiłam takiego wpisu, a wiem, że niektóre z Was lubią je czytać. Sama chętnie przeglądam Wasze typy. Nie wymieniłam tu podkładów, nadal jestem wierna Revlonowi [recenzja] i Pierre Rene [recenzja], nic się w tym temacie nie zmieniło i pewnie nie prędko zmieni. Raczej podkładom jestem wierna, niezbyt lubię testować nowości, bo zazwyczaj kończy się to niepowodzeniem. Podobnie jest w przypadku pudrów, mimo że mam ich kilka to póki co stale używam Rimmela Stay Matte. Natomiast lubię eksperymentować z tuszami do rzęs, pomadkami czy cieniami. W ciągu ostatnich miesięcy znalazłam wśród nich kilka produktów godnych polecenia i właśnie nimi chciałabym podzielić się z Wami w dzisiejszym wpisie. 


1. Sleek, I-Divine Au Naturel KWC                                                                                             

Idealna pod każdym względem! Nadaje się zarówno na dzień, jak i do wieczorowych makijaży. Cienie dobrze napigmentowane, miękkie, nawet bez bazy trzymają się na powiece przez wiele godzin. Paletka posiada 8 cieni matowych i 4 perłowe, wśród których najczęściej używam Nougat, Cappuccino, Moss, Bark i Noir. Z chęcią wypróbuję jeszcze inne Sleek`owe paletki. 

2. Sunshade Minerals, zestaw 7 pędzli KWC                                                                             

Bardzo dobre pędzle, po które sięgam niemal codziennie. Nie mam im nic do zarzucenia. Świetne jakościowo, włosie niesamowicie miękkie. Podczas wielokrotnego prania nadal wyglądają jak nowe. Wygodne w trzymaniu dzięki krótkim trzonkom. Tutaj możecie przyjrzeć im się bliżej. Gorąco polecam! 

3. Golden Rose, Cat Walk, tusz do rzęs KWC                                                                            

Zdecydowanie jeden z lepszych tuszy jakich używałam. Świetnie wydłuża, pogrubia dając teatralny efekt.  Nie osypuje się, nie odbija na powiece. Produkt godny wypróbowania, jeśli macie do niego dostęp nie wahajcie się z zakupem. Tutaj jego recenzja. 

4. Manhattan, Soft Mat, pomadka w kremie KWC                                                                  

Mimo kilku wad bardzo lubię tą pomadkę. Może nie jest odpowiednia do stosowania na co dzień, ale na większe wyjścia jak najbardziej. Uwielbiam jej trwałość, na moich ustach pozostaje nienaruszona przez kilka godzin. Daje ładne matowe wykończenie i ma śliczny, waniliowy zapach. Osoby, które lubią mat na ustach powinny ją wypróbować. Ja na pewno skuszę się jeszcze na inne kolory. Tutaj dokładna recenzja. 

5. Annabelle Minerals, róż Sunrise                                                                                             

Ukochany róż, który najczęściej gości na moich policzkach. Podoba mi się jego brzoskwiniowy kolor oraz matowe wykończenie. Bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, nie tworzy smug. Trwałość bez zastrzeżeń, róż pozostaje ze mną przez cały dzień. Poza tym jest niesamowicie wydajny. Póki co mam jego próbkę, ale z pewnością zamówię pełnowymiarowe opakowanie. Po dokładną recenzję zajrzyjcie tutaj

Używałyście któregoś z tych produktów, podzielacie moje zachwyty? 

Już niebawem ulubieńcy pielęgnacyjni, których jest zdecydowanie więcej.  

Pozdrawiam!

13.11.2012

Lumpeksowo

Dzisiaj wtorek, więc dostawa w ulubionym sh. Popędziłam rano na otwarcie, pokażę Wam co udało mi się upolować. Nie szalałam zbytnio z zakupami, wzięłam tylko to, co spodobało mi się najbardziej. Może od razu napiszę, że lumpeks znajduje się w Świdniku (obok Lublina), pod każdym wpisem pojawia się to pytanie. 

Sweter Heart & Soul 8 zł  


Sukienka/tunika Topshop  12 zł 


Pozdrawiam!  

10.11.2012

Jesienna pielęgnacja włosów + laminowanie part. II

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją jesienną pielęgnacją włosów, która nieco różni się od pielęgnacji stosowanej w innych porach roku. W okresie, kiedy włosy o wiele bardziej narażone są na niekorzystne warunki atmosferyczne, zmiany temperatur, grzejące kaloryfery, czapki, kaptury stawiam na bardziej treściwą pielęgnację opartą o nawilżające, odżywcze maski i olejki. Natomiast praktycznie całkowicie zrezygnowałam z lekkich odżywek, bo obecnie nie służą mi tak dobrze, są dla mnie niewystarczające. 

Jesienna pielęgnacja włosów

Moje włosy lubią pielęgnację wieloetapową. Przed myciem nakładam na nie czy to olejek łopianowy z drzewem herbacianym [recenzja], czy krem żurawinowy Apis [recenzja], czy też krem Isany z masłem shea i kakao [recenzja]. Do mycia najczęściej stosuję dwa rosyjskie szampony, regenerujący z serii Baikal Herbals oraz szampon na brzozowym propolisie z serii Receptury Babuszki Agafii. Lubię też od czasu do czasu sięgnąć po szampon Nivea Intense Repair, który jako jeden z niewielu wyraźnie zmniejsza puszenie się włosów, a w okresie jesiennym jest to mój największy problem. Po myciu zawsze nakładam maskę, najbardziej lubię te o gęstej konsystencji [ulubione maski poniżej 10 zł]. W ciągu ostatnich miesięcy królowała maska Joanny z miodem i cytryną [recenzja], mleczny Kallos, Bingo z masłem shea i 5 algami. Powoli wykańczam balsam na brzozowym propolisie [recenzja], który moje włosy uwielbiają. Nowością jest dla mnie balsam odżywczy Aleppo, który zakupiłam w sklepie Bioarp. Na pewno zrobię o nim osobną recenzję. Balsam ten kojarzy mi się z czymś ekskluzywnym, a efekt na włosach jest niczym po zabiegu w dobrym salonie fryzjerskim. Żaden dotychczas stosowany nie wygładzał tak mocno włosów i po żadnym nie miałam tak zdyscyplinowanych końcówek. Minusem jest dość mocne obciążenie, włosy tracą na objętości, co niektórym może przeszkadzać. Na pewno nie jest to produkt do stosowania codziennie. Lada dzień napiszę o nim coś więcej. Do włosów jak i skóry głowy stosowałam maseczkę z siemienia lnianego [wpis] oraz po raz kolejny pokusiłam się o laminowanie żelatyną [part. I] o którym napiszę Wam poniżej. W poprzednim miesiącu zaczęłam walkę z jesiennym wypadaniem włosów. Na pomoc przyszedł lotion przeciw wypadaniu z serii Receptury Babuszki Agafii. Cudowny kosmetyk o pięknym składzie, a przede wszystkim skutecznym działaniu. Zauważyłam różnicę już po paru zastosowaniach. W pielęgnacji brakuje mi czegoś na końcówki, muszę je bardziej zabezpieczyć oraz odżywki w spreju, która pomoże mi uniknąć elektryzowania się włosów. 

Laminowanie włosów żelatyną part. II

Kolejną sprawą o której chcę Wam napisać jest to, że po raz kolejny zdecydowałam się na laminowanie. Dokładną relację z pierwszej próby możecie zobaczyć tutaj. Proporcje dałam identyczne, zmieniłam natomiast odżywkę na balsam Natura Siberica do włosów farbowanych i zniszczonych Ochrona i Blask [recenzja]. Mieszankę trzymałam na włosach około 50 minut pod foliowym woreczkiem, po czym dokładnie spłukałam wodą i na kilka minut nałożyłam jeszcze wyżej wymieniony balsam. Efektem były bardzo gładkie, lśniące, zdyscyplinowane włosy. Mimo, że to dość czasochłonny zabieg to na pewno jeszcze nie raz go powtórzę. 


Wy też zmieniacie swoją pielęgnację włosów w okresie jesiennym?  

Pozdrawiam!  

09.11.2012

Kwiat pomarańczy zatopiony w kremie do rąk Isany

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją jednego z ulubionych produktów, które znalazły się w paczce w ramach nawiązanej współpracy. Jesień daje się we znaki nie tylko włosom, cerze, ale również dłoniom. W tym okresie na ogół potrzebujemy porządnej dawki nawilżenia. Grzejące kaloryfery, wiatr, chłód, zmiany temperatur zdecydowanie nie mają dobrego wpływu na kondycję Naszej skóry. Moim zdaniem krem Isany ma wszystko to, co dobry krem posiadać powinien. Pomaga utrzymać skórę w dobrym stanie, bardzo ładnie pachnie, jest niedrogi, a przede wszystkim skuteczny. 


Obietnice producenta                                                                                                                    

Isana krem do rąk kwiat pomarańczy o świeżym zapachu został opracowany specjalnie do pielęgnacji suchej skóry dłoni. Bogata formuła pielęgnująca z masłem kakaowym, pantenolem i gliceryną intensywnie rozpieszcza dłonie. Dopełnieniem kompozycji pielęgnującej jest wysokowartościowy olej z pestek moreli. Krem do rąk łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie pozostawiając na skórze klejącej się warstewki. 



Dostępność i Cena                                                                                                                          

Krem możemy kupić w Rossmannie w cenie 4,99 zł / 100 ml.  

Skład                                                                                                                                                 

Aqua (woda), Glycerin (gliceryna), Isopropyl Palmitate (emolient), Glyceryl Stearate Se (emolient), Ethylhexyl Stearate (emolient), Cetyl Alcohol (emolient), Butylene Glycol (humektant), Phenoxyethanol (konserwant), Theobroma Cacao Butter (masło kakaowe), Panthenol (pantenol), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Octyldodecanol (emolient), Sodium Cetearyl Sulfate (surfaktant), Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer (stabilizator), Parfum (zapach), Ethylhexylglycerin (konserwant), Copernicia Cerifera Cera (emolient), Citrus Surantium Dulcis (orange) Flower Extract (ekstrakt z pomarańczy), Propylene Glycol (humektant), Potassium Sorbate (konserwant), Sodium Benzoate (konserwant), Limonene (składnik kompozycji zapachowych), Butylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowych), Geraniol (składnik kompozycji zapachowych), Linalool (składnik kompozycji zapachowych)

Moja opinia                                                                                                                                      

Krem bardzo przypadł mi do gustu zarówno pod względem działania jak i zapachu. Podoba mi się jego skład, dosyć treściwy, nawilżający. Myślę, że śmiało można wykorzystać go zarówno z jego pierwotnym przeznaczeniem, jak i do stóp, a nawet kremowania włosów. Opakowanie to miękka tubka o pojemności 100 ml. Konsystencja kremu jest odpowiednia, ani nie za gęsta, ani nie za rzadka, dobrze rozprowadza się na skórze. Zapach bardzo ładny, delikatny, owocowo-kwiatowy. Działanie jest zgodne z tym, co obiecuje producent. Krem dobrze nawilża, odżywia. Skóra po nim jest miękka, przyjemna w dotyku. Szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Według mnie nie ma się do czego przyczepić, u mnie sprawdza się świetnie. 

Plusy:
- dobrze nawilża, odżywia skórę
- treściwy skład
- odpowiednia konsystencja
- krem szybko się wchłania
- nie pozostawia tłustego filmu
- bardzo ładnie pachnie
- niska cena

Minusy:
- brak 

Ocena: 5/5

Używałyście, lubicie? 

Pozdrawiam!

07.11.2012

Mat na ustach, czyli o pomadce Manhattan

Jakiś czas temu do mojej kolekcji dołączyła matowa pomadka marki Manhattan w kolorze 53M, czyli pięknym odcieniu pomarańczy. Jestem pewna, że to pierwsza i nie ostatnia pomadka z tej serii. Bardzo spodobał mi się efekt matowych ust. Niestety niesie on za sobą nie tylko zalety w postaci trwałego koloru przez wiele godzin, ale również wady w postaci wysuszonych ust. Pomadki o matowym wykończeniu podkreślają suche skórki, wszelkie nierówności, dlatego przed ich nałożeniem warto zrobić peeling.


Obietnice producenta                                                                                                                    

Wyjątkowo delikatne i kremowe pomadki do ust. Innowacyjne pomadki w kremie w intensywnych kolorach. Dla trwałego, matowego wykończenia makijażu ust. Gwarantuje fantastycznie delikatne odczucie na ustach. 



Dostępność i Cena                                                                                                                          

M. in. Rossmann, Natura. Cena to około 16 zł / 6,5 ml. Ja swoją kupiłam na stoisku kosmetycznym w galerii za około 13 zł. 

Moja opinia                                                                                                                                      

Uwielbiam tą pomadkę głównie za kolor i trwałość, która jest naprawdę imponująca, bo na moich ustach bez poprawek spokojnie wytrzymuje do 4 godzin. Opakowanie jest małe i poręczne, w sam raz do torebki. Zapach waniliowy, bardzo przyjemny dla nosa. Konsystencja kremowa, lekka. Pomadka dość dobrze się nakłada, nie tworzy smug, po jakimś czasie całkowicie zastyga na ustach tworząc matowe wykończenie. Aplikator jest wygodny, dość precyzyjny, nabiera odpowiednią ilość pomadki. Minusem jest to, że produkt wysusza usta, podkreśla suche skórki i odbija się na zębach. 

Plusy:
- intensywny i długotrwały kolor
- matowe wykończenie 
- odpowiednia konsystencja
- przyjemny, waniliowy zapach 
- wygodny aplikator
- nie tworzy smug
- dosyć niska cena

Minusy: 
- wysusza usta
- podkreśla suche skórki
- odbija się na zębach
- mały wybór kolorów  

Swatche                                                                                                                                            


Efekt na ustach                                                                                                                               


Ocena: 4/5  

Jesteście fankami matowych ust, czy jednak wolicie inne wykończenie?

Pozdrawiam!

06.11.2012

Lumpeksowe nowości

Dzisiaj po raz kolejny wybrałam się na dostawę do ulubionego lumpeksu. Wróciłam bogatsza o sweter, spodnie i torebkę. Być może zrobię drugą część z pokazaniem Wam obecnej kolekcję, bo od ostatniego wpisu znacznie się powiększyła. Podejrzewam, że jest ich koło 20 i większość pochodzi właśnie z lumpeksu. No same przyznacie, że za tak niskie ceny aż grzech ich nie kupić :P 


Sweter Atmosphere 10 zł
Spodnie Next  12 zł 


Torebka Atmosphere 7,50 zł 


Pozdrawiam!

04.11.2012

Kwiat neroli i bambus, czyli o żelu Alterry

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję kolejnego żelu pod prysznic z Alterry, który nie przypadł mi do gustu. Tym razem jest to wersja z kwiatem neroli i bambusem. Od tego produktu nie oczekuję zbyt wiele, ma po prostu dobrze myć, ładnie pachnieć i tworzyć przyzwoitą pianę, nie musi natomiast nawilżać, bo do celu tego przeznaczone są inne produkty. Lubię kosmetyki Alterry, jednak żele pod prysznic są moim zdaniem wyjątkowo nieudane. 


Obietnice producenta                                                                                                                    

Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Żel pod prysznic Alterra rozpieszcza i odświeża skórę owocowo-zmysłowym zapachem kwiatu neroli i ożywczego bambusa. Wartościowa kompozycja pielęgnująca z wyciągiem z bambusa i żelem z aloesu przywraca skórze harmonię. Substancje myjące na bazie roślinnej oczyszczają ją wyjątkowo delikatnie i sprawiają, że jest gładka w dotyku. Prysznic staje się ożywczą, poruszającą zmysły przygodą.




Dostępność i Cena                                                                                                                          

Żel Alterry możemy kupić w Rossmannie w cenie około 6.50 zł / 250 ml. 

Skład                                                                                                                                                  

Aqua (woda), Alcohol* (alkohol), Glycerin (gliceryna), Coco-Glucoside (emulgator), Caprylyl/Capryl Glucoside (detergent), Xanthan Gum (zagęstnik), Sodium Coco-Sulfate (detergent), Bambus Arundinacea Extract* (wyciąg z bambusa), Citrus Aurantium Amara Flower Distillate* (hydrolat z kwiatów pomarańczy gorzkiej neroli), Aloe Barbadensis Gel* (żel aloesowy), Parfum** (zapach), Limonene** (zapach), Linalool** (zapach), Geraniol** (zapach), Citral** (zapach). 

* ingredients from certified organic agriculture
 ** from natural essential oils

Moja opinia                                                                                                                                      

Tak jak pisałam żel nie przypadł mi do gustu głównie ze względu na zapach i konsystencję. Opakowanie to plastikowa, podłużna buteleczka o pojemności 250 ml. Konsystencja lejąca, galaretowata, śliska, uciekająca przez palce. Żel tworzy pianę jeśli uprzednio spienimy go w dłoniach, niestety piana tak czy inaczej jest słaba. Zapach jest trudny do określenia, dla mnie po prostu nieprzyjemny, dość mocny, sztuczny i drażniący. Zdecydowanie nie jestem fanką takich kompozycji, wolę żele słodkie lub owocowe w zależności od pory roku i nastroju. Podsumowując nie jestem zadowolona z działania żelu. Myje dosyć dobrze, nie podrażnia, jednak jego zapach i konsystencja skutecznie odpycha mnie od niego, sięgałam tylko i wyłączenie w celu dokładnego przetestowania i napisania o nim na blogu. Nie odczułam żadnej przyjemności z jego używania. 

Plusy:
- dość dobrze myje
- nie podrażnia, nie wysusza skóry
- wydajny, choć nie wiem czy w tym przypadku to akurat zaleta 
- niska cena

Minusy:
- lejąca, śliska konsystencja
- nieprzyjemny zapach 
- brak piany  

Ocena: 2/5 

Używałyście żeli Alterry, lubicie je, czy jednak podobnie jak ja nie przepadacie za nimi?  

Pozdrawiam!

03.11.2012

Nowy wygląd bloga

Ostatnio zapowiadałam, że planuję zmiany na blogu. Poprzedni szablon trochę kolidował z rozdzielczością monitorów, poza tym bardzo długo wczytywał się, przynajmniej na moim komputerze. Nie miałam również możliwości zrobienia nagłówka, teraz już taką możliwość mam. Nie twierdzę, że nie ulegnie on zmianie, może będę go z czasem udoskonalać, tak jak i wygląd całego bloga. Lubię szablony minimalistyczne, czyste i takie też było założenie w tworzeniu nowego wizerunku. Obecny jest nieco bardziej kobiecy, ale nadal zachowałam niezbędne minimum. Bazowałam na gotowym szablonie, który jednak zupełnie zmieniłam. Pozostaje jeszcze dopracować kilka szczegółów, w tym wyśrodkowanie zakładek. 


Co sądzicie o nowym wyglądzie? Z chęcią poczytam Wasze sugestie :) 

Pozdrawiam!  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...